Reklama

środa, 23 maja 2012

Dzień 114, 23.05.2012, Środa, "Przedszkole i egzamin z Materiałoznawstwa"

Okazało się, że Fatma, która miała nagrywać film z mojej i Azize gry w przedszkolu nie wcisnęła przycisku "Nagrywaj" w telefonie. Patrzała sobie tylko na podgląd na ekranie telefonu przez co zmuszeni byliśmy iść jeszcze raz do przedszkola i nagrać ten filmik w końcu jak należy. Umówiłem się z Azize o 14 - przed moim egzaminem z Materiałoznawstwa II - pod wejściem do w/w przedszkola. (dobrze, że wychowawczynie zgodziły się na to,abyśmy mogli jeszcze raz zagrać z dziećmi) Przyszedłem trochę za wcześnie, więc usiadłem na trawniku i poczytałem książkę. Gdy przyszła Azize z Fatmą weszliśmy do środka, tam poczekaliśmy trochę, aż nauczycielki zbiorą dzieci z salce i przyniosą sprzęt, który zostawiliśmy ostatnio. Szybko rozkleiliśmy taśmę klejącą na dywan, ustawiliśmy chmurki i baloniki w odpowiednich miejscach, po czym zaczęliśmy nagrywać. Azize wytłumaczyła jeszcze raz dzieciom zasady gry, zademonstrowaliśmy jak grać, po czym dzieci znów miały radochę.
Zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe, pozbieraliśmy manele, oddaliśmy przedszkolance. Dałem kartę pamięci Fatmie, żeby zgrała filmy i zdjęcia na netbooka. Gdy mieliśmy się zbierać Azize i przedszkolanka wpadły na szatański pomysł. Jako, że jestem Polakiem i mówię po angielsku, a to przedszkole ma w programie angielski zostałem "zmuszony" do prezentacji przed inna grupą przedszkolaków. Zmuszony bo nie wiedziałem o co chodzi, aż nie weszliśmy do salki z dziećmi, gdzie anglistka mi powiedziała o co chodzi. Przywitałem się z dziećmi, wymieniłem uprzejmości (How are you? I'm fine, and you?) i następnie miałem powiedzieć o sobie kilka słów. Potem dzieci miały szanse na zadanie jakichś pytań, ale był za bardzo speszone.
Po tej prezentacji pożegnaliśmy się wyszliśmy. Dziewczyny odprowadziły mnie pod bramę kampusu bo musiałem iść na egzamin.
Na wydziale tyle było ludu, że jeszcze nigdy nie widziałem tam tyle osób o tej porze (przed 15:00). Egzamin poszedł całkiem całkiem. Po egzaminie tradycyjnie zakupy na obiad i piwo jako nagroda za kolejne zaliczenie.

piątek, 18 maja 2012

Dzień 109, 18.05.2012, Piątek, "Gry i zabawy z dziećmi"

Dwa wcześniejsze dni poświęciłem na omówienie projektu z moją partnerką z Educational Games. Na początku próbowaliśmy po angielsku gadać - a jako, że Ona nie zna w ogóle tego języka i używała Google Translate, wiele rzeczy nie rozumiałem z tego co pisała. Więc potem zaczęliśmy rozmawiać po turecku - ta opcja była dużo lepsza, bo bardzo dobrze zaczęliśmy się dogadywać.

Dziś umówiliśmy się się o 11 rano pod MM Migros. Najpierw przyszedł Łukasz - bo jego partnerka jest przyjaciółką mojej, więc mieliśmy we czwórkę iść robić te projekty. Dziewczyny się spóźniły jakieś 10 minut.
Azize - moja partnerka mówiła, że przyprowadzi kogoś kto zna angielski, ale przyszły tylko we dwie, więc nie pogadaliśmy sobie za dużo na początku.
Od razu poszliśmy do szkoły podstawowej. Na miejscu musieliśmy poczekać jakieś 10 min ponieważ trwała jeszcze lekcja WFu. Przez ten czas siedzieliśmy w kanciapie WFistów. Dostaliśmy herbatki - wszyscy pili z tradycyjnych szklaneczk w kształcie tulipana, a ja i Łukasz dostaliśmy w dużych 200ml szklankach. I starszy koleś - nie wiem kim dokładnie był zagrał dla nas na instrumencie podobnym do lutni.
W międzyczasie zrobiliśmy sobie fotkę, a dzieci już skończyły WF i miały podnietę jak nas widziały. A akurat kanciapa miała przeszkloną ścianę i drzwi, czuliśmy się jak zwierzęta w zoo. P chwili wpadło do środka kilka dziewczynek i się pytały o nasze imiona. Gdy usłyszały moje imię bardzo się zdziwiły - bo w Turcji imię Kamil także występuje. Miały ogólną radochę, że zamieniły kilka słów z obcokrajowcami.
Gdy wyszliśmy na boisko rozstawiać sprzęt do naszych gier, dzieci nas ciągle zaczepiały i miały radochę. Pierwsi grali Fatma i Łukasz - raczej powinienem powiedzieć Fatma wytłumaczyła zasady a Łukasz stał  i sie patrzał ;d. Był to rodzaj berka. Praktycznie na tą jedną grę poszła cała karta pamięci w aparacie na film.

Naszą grą było rzucanie piłeczkami przez dziury w płótnie. Ja liczyłem punkty jednej drużyny.
Po zagraniu i nagraniu filmików zaczęliśmy się zbierać. Dzieci nas otoczyły i oddelegowały jedną dziewczynę, która umiała trochę po angielsku. Owa dziewczynka zapytała nas "Czy pokażemy ciało". Prawie padliśmy jak to usłyszeliśmy. Po pozbieraniu maneli poszliśmy do wyjścia, a dzieci za nami biegły i się żegnały - przebiegły cały plac szkolny aż do ostatniego płotu, żeby nas żegnać.

Po szkole podstawowej poszliśmy zjeść lunch, bo akurat zbliżała się godzina 13 - czyli lunch time. Zjedliśmy w restauracji gdzie za 5TL można sobie wybrać 5 dań na talerz. Dziewczyny się uparły żeby za nas zapłacić, a że bariera językowa utrudniała trochę komunikację, zgodziliśmy się. Ogólnie turki cholernie lubią stawiać wszystko zagranicznym kolegom.
W restauracji zgraliśmy fotki i filmy na netbooka Fatmy i trochę pogadaliśmy za pomocą translatora. Przed 14 poszliśmy do gimnazjum nakręcić kolejną część materiału go projektu.

Z początku mieliśmy grać na dworze, ale padał deszcz - co prawda kropiło lekko i mi to nie przeszkadzało, ale wuefista postanowił przenieść zajęcia na salę gimnastyczną. Sala była w bardzo złym stanie. Spaczone klepki na połowie parkietu, multum brakujących klepek i syf. Poza tym było przytulnie :D
Jako pierwsi znów grali Fatma i Łukasz:
Gra integracyjna z piłką. Zasady proste. Jedna osoba podrzuca piłkę w górę krzycząc imię drugiej osoby. Wykrzyczana osoba musi złapać piłkę, jeśli upuści to musi zbić nią kogoś innego. Potem sytuacja się powtarza.
Też w to zagrałem - zostałem zaciągnięty na środek :D Nie starałem się łapać piłki bo fajniej jest kogoś zbić niż wywołać. Turki jak zbijały to rzucały słabiutko - tak tylko aby trafić. Ja rzuciłem tak po polsku, czyt. z całej siły. Jak się  odbiła piłka od ramienia (kilka cm wyżej i była by twarz) jednego turka to aż cała sala mi brawa biła.
Po skończeniu meczu przyszedł czas na moją i Azize grę:
Każdy otrzymuje balonik, popmuje go i zawiązuje. Następnie musi napisać na nim swoje imię oraz miejsce urodzenia. Gdy już każdy ma tak przygotowany balonik puszczana jest muzyka, a wszyscy zainteresowani wzbijają baloniki w powietrze i starają się powstrzymać ich kontakt z podłogą. Gdy muzyka ustaje, każdy łapie balon, a następnie próbuje zgadnąć czyj on jest.
Przyznam, że ciekawsza była gra od Fatmy, no ale liczy się to, że mamy materiał na projekt.
Następnie poszliśmy do przedszkola. Tam na początku siedzieliśmy w recepcji na kanapach. Pogadaliśmy chwilę z nauczycielką angielskiego. Łukasz i Fatma tylko siedzieli, a ja i Azize musieliśmy przygotować jeszcze sprzęt do naszej gry, mianowicie wycięcie 3 chmurek z kolorowych brystoli i napisanie na nich "wczoraj", "dziś", "jutro". (Jeszcze motyw przerąbany, żeby wejść tam trzeba było założyć szpitalne worki na buty)
Wspólnymi siłami odrysowaliśmy 3 chmurki i wycięliśmy - idealna praca zespołowa rzekłbym. Potem jeszcze Azize poszła napełnić baloniki wodą.
Gdy już wszystko było gotowe, dzieci weszły do pokoju gdzie mieliśmy grać, my też tam się udaliśmy. Podczas przygotowań do gier dzieci zaśpiewały nam "Jingle Bells" i  piosenkę o anatomii po angielsku.
Jako pierwsi grali Fatma i Łukasz. Potem my.
Jak poprzedniego dnia próbowałem przetłumaczyć zasady tych gier razem z Azize, za cholerę  nie byłem w stanie zrozumieć zasad tej gry dla przedszkolaków, wydawało mi się to cholernie skomplikowane i dziwne. Okazało się, że jest to bardzo prościutka gra:
Na 3 kartonikach napisane jest "wczoraj", "dziś" i "jutro", każdy jest innego koloru. Do tego są odpowiednich kolorów baloniki. Gdy prowadząca powie "jutro", dzieci muszą wziąć balonik tego samego koloru co kartonik, skakać na dwóch nogach wzdłuż linii, zatrzymać się 0,5m przed chmurkami i rzucić balonik na chmurkę tego samego koloru.
Po rozegraniu partii i nagraniu wszystkiego i zrobieniu zdjęć pożegnaliśmy się z dziećmi i nauczycielkami, i wyszliśmy. Przed przedszkolem spotkaliśmy kolegę dziewczyn. Zaproponował żebyśmy poszli się czegoś napić. Ja i Łukasz byliśmy chętni na piwko, więc wsiedliśmy wszyscy do jego samochodu i pojechaliśmy... Na uczelnię. Okazało się, że w restauracji przy centrum sportowym na terenie kampusu można kupić sobie piwo. Tam posiedzieliśmy z godzinę, Fatma zgrała wszystkie foty i filmy na netbooka. Potem ten koleś nas odwiózł do domu.

Gdy  tylko przekroczyłem próg mieszkania, dostałem polecenie "myj ręce i pomóż kleić pierogi" no i  żeśmy kleili z 1,5h.

niedziela, 6 maja 2012

Dzień 97, 06.05.2012, Niedziela, "Zły dzień"


Nie dość, że miałem bezsenną noc. Nie spałem do chyba 5 rano – w tym czasie czytałem książkę, a potem obejrzałem film. Na dodatek koło 11 rano z pobliskiego Minaretu zaczęły wydobywać się modlitwy. Były cholernie głośne no i długie. Prawie 2 godziny praktycznie bez przerwy. Po bezsennej nocy chciałem trochę odespać popołudniu, ale nie udało się z wiadomych przyczyn...
Ehh. Jakby tego było mało, przy zmywaniu potłukłem swój głęboki talerz. Spadła mi szklaneczka do herbaty z szafki do zlewu, w którym był talerz. Szklaneczka cała, a talerz w 2 częściach... Potem myjąc tarkę za 1,5TL rozwaliłem sobie palec o wystające debilne mocowanie. Piękny początek dnia – o 14..... Chce już, aby ten dzień się skończył...
Zrobienie obiadu zajęło nam dziś wyjątkowo długo, ale udało się go nie spieprzyć na szczęście. Po zjedzeniu miałem odpocząć i pouczyć się z mechaniki, ale w końcu nie zabrałem się za to. Jutro coś zrobię.
Nasi sąsiedzi to wariaci. Chyba znów mecz jakiś jest albo coś w tym stylu, bo przez pół dnia co jakiś czas okrzyki radości i wrzaski z dołu słychać. Nie wiem czy oni sobie nagrywają mecze swojej drużyny i puszczają je w kółko ciesząc się z goli? Prawie codziennie słychać od nich takie odgłosy jakby mecz oglądali. Dziś to jest wyjątkowo długo :D
W końcu dziś zebrałem się w sobie i napisałem relację z 2 dnia w Bodrum. ;]