Reklama

niedziela, 6 maja 2012

Dzień 97, 06.05.2012, Niedziela, "Zły dzień"


Nie dość, że miałem bezsenną noc. Nie spałem do chyba 5 rano – w tym czasie czytałem książkę, a potem obejrzałem film. Na dodatek koło 11 rano z pobliskiego Minaretu zaczęły wydobywać się modlitwy. Były cholernie głośne no i długie. Prawie 2 godziny praktycznie bez przerwy. Po bezsennej nocy chciałem trochę odespać popołudniu, ale nie udało się z wiadomych przyczyn...
Ehh. Jakby tego było mało, przy zmywaniu potłukłem swój głęboki talerz. Spadła mi szklaneczka do herbaty z szafki do zlewu, w którym był talerz. Szklaneczka cała, a talerz w 2 częściach... Potem myjąc tarkę za 1,5TL rozwaliłem sobie palec o wystające debilne mocowanie. Piękny początek dnia – o 14..... Chce już, aby ten dzień się skończył...
Zrobienie obiadu zajęło nam dziś wyjątkowo długo, ale udało się go nie spieprzyć na szczęście. Po zjedzeniu miałem odpocząć i pouczyć się z mechaniki, ale w końcu nie zabrałem się za to. Jutro coś zrobię.
Nasi sąsiedzi to wariaci. Chyba znów mecz jakiś jest albo coś w tym stylu, bo przez pół dnia co jakiś czas okrzyki radości i wrzaski z dołu słychać. Nie wiem czy oni sobie nagrywają mecze swojej drużyny i puszczają je w kółko ciesząc się z goli? Prawie codziennie słychać od nich takie odgłosy jakby mecz oglądali. Dziś to jest wyjątkowo długo :D
W końcu dziś zebrałem się w sobie i napisałem relację z 2 dnia w Bodrum. ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz