Nie dość, że miałem bezsenną noc.
Nie spałem do chyba 5 rano – w tym czasie czytałem książkę, a
potem obejrzałem film. Na dodatek koło 11 rano z pobliskiego
Minaretu zaczęły wydobywać się modlitwy. Były cholernie głośne
no i długie. Prawie 2 godziny praktycznie bez przerwy. Po bezsennej
nocy chciałem trochę odespać popołudniu, ale nie udało się z
wiadomych przyczyn...
Ehh. Jakby tego było mało, przy
zmywaniu potłukłem swój głęboki talerz. Spadła mi szklaneczka
do herbaty z szafki do zlewu, w którym był talerz. Szklaneczka
cała, a talerz w 2 częściach... Potem myjąc tarkę za 1,5TL
rozwaliłem sobie palec o wystające debilne mocowanie. Piękny
początek dnia – o 14..... Chce już, aby ten dzień się
skończył...
Zrobienie obiadu zajęło nam dziś
wyjątkowo długo, ale udało się go nie spieprzyć na szczęście.
Po zjedzeniu miałem odpocząć i pouczyć się z mechaniki, ale w
końcu nie zabrałem się za to. Jutro coś zrobię.
Nasi sąsiedzi to wariaci. Chyba znów
mecz jakiś jest albo coś w tym stylu, bo przez pół dnia co jakiś
czas okrzyki radości i wrzaski z dołu słychać. Nie wiem czy oni
sobie nagrywają mecze swojej drużyny i puszczają je w kółko
ciesząc się z goli? Prawie codziennie słychać od nich takie
odgłosy jakby mecz oglądali. Dziś to jest wyjątkowo długo :D
W końcu dziś zebrałem się w sobie i
napisałem relację z 2 dnia w Bodrum. ;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz