Reklama

niedziela, 4 marca 2012

Dzień 34, 04.03.2012, Niedziela, "O pięciu takich co poszli do Carefoura"

Z samego rana o 12 zacząłem robić rosołek słuchając muzyki itp. itd. Wyszedł pyszny.
Po obiadku postanowiliśmy iść do Carefoura zobaczyć co ciekawego i najlepiej taniego tam mają. Droga na mapie była długa i prosta z kilkoma zakrętami. Miała wieść przez jakiś park albo las.
Gdy sobie tak szliśmy (ciągle pod górę, łydki i golenie płoną z zakwaszenia) (cholernie szybkim tempem jak na spacerek) natrafiliśmy na 6-cio pasową drogę zabudowaną betonowymi ścianami i wiodącą pod mostem. Przy wjeździe na nią, zaraz za rondem znajdują się znaki zakazu wstępu dla pieszych, rowerzystów i motorzystów.
Ruch duży, zakaz wstępu, długa droga przed nami.
Najpierw myśleliśmy co by się nie władować na lewy pas i iść pod prąd lub pasem zieleni. Jednakże droga zbyt długa była, co zwiększało szansę spotkania 3 stopnia z policją (znowu), a tym razem raczej nie puścili by nas :D Więc poszliśmy chodnikiem obok betonowej ściany.
Po paru minutach na naszej drodze stanął wysoki płot z drutem kolczastym. Z początku mieliśmy zamiar przecisnąć się miedzy nim a ścianą betonową, ale pomysł porzuciliśmy bo w przypadku niewypału dużo wracania się by było. Poszliśmy wzdłuż płotu, żeby przekonać się jak długi jest. Okazało się, że sięga cholernie daleko. Jakby tego było mało za płotem znajduje się poligon wojskowy ze strażą przy płocie. Jeślibyśmy tam weszli to strażnicy raczej by nas postrzelili, a potem dopiero by zadawali pytania. Taką akcją przebilibyśmy poprzedni rocznik, który barykadował się wUnivCity.
Jako, że nie było sensu tyrać wzdłuż poligonu (strażnik patrzał się spod byka na nas) wróciliśmy do tej drogi i obserwowaliśmy przejeżdżające Dolmuş'e. Niestety nic nie jechało w stronę gdzie chcieliśmy się udać....
Nie było sensu tyle siedzieć, więc porzuciliśmy pomysł z Carefourem i poszliśmy do Parku Çamlık. Było już chłodno, ale nadal przyjemnie, można było w samej bluzie chodzić jeszcze. W głębi parku pięknie przebijało się słońce między listowiem i padało na unosząca się mgiełkę nad ziemią.
Ogólnie to fest fajne miejsce na robienie grilla. Od groma stoi tutaj piknikowych stołów oraz samych grillów murowanych. Problemem będzie skołowanie rusztu, węgielków i mięsiwa (bo drogie).

W Parku Çamlık znajduje się mini zoo. Okazało się, że jest darmowe. Szału nie ma: koza, rotweiler, króliki, kóry, strusie, wielbłąd, kaczki, gęsi, pawie. Młody struś podczas fotografowania załatwił się. A się nieźle zdziwiliśmy, bo robimy fotki, a ten nagle staje prawie na palcach i wyciąga łeb w górę. Myśleliśmy, że coś wypatruje a tu nagle leci mocz i kał. Śmierdziało nieziemsko. Trochę pooglądaliśmy inne zwierzaki i poszliśmy robić placki ziemniaczane.
Placki były wielkim niewypałem, bo na tym cholernym palniku elektrycznym nie można regulować temperatury. Jest praktycznie zero jedynkowy - włącz/wyłącz. Za szybko się przypalały.
Po zjedzeniu udaliśmy się do Konakhana po golarkę i jednego kolesia, który miał nas strzyc. Przyszedł z nami inny ale też nieźle ciął. Gdy czekaliśmy na niego przed blokiem zajrzałem do schowka pod schodami przy wielkiej dziurze przed oknami. Znalazłem tam kafelki, worki z zaprawą oraz cały kibelek z deską. Pewnie się w przyszłości nam przyda.
Strzyżenie odbywało się na 1 piętrze. 4 osoby ścinały włosy. Syf był w calutkim mieszkaniu. Ja przyciąłem tylko boki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz