Reklama

poniedziałek, 5 marca 2012

Dzień 35, 05.03.2012, Poniedziałek, "Owce i szalona betoniarka"

Początek dnia nudny. Po obiedzie padła propozycja by wybrać się nad jeziorko, które jest zbiornikiem retencyjnym.
Koło 14 wyruszyliśmy. Pierwsze kilkaset metrów było na oślep, tam gdzie nas nogi poniosły. Potem złapaliśmy wiatr w żagle i zaczęliśmy iść w odpowiednim kierunku. Szybko oddaliliśmy się od naszej okolicy (gdzie są całkiem ładne budynki) i zaczęły się różne zadupia, a potem pola - na polach od cholery kamieni i śmieci.
Każdy miał swoją koncepcję gdzie iść, więc coraz głębiej w coraz gorsze zabudowania wchodziliśmy.
Po lewej wypatrzyłem MM Migros - market który mamy też przy domu - to zaproponowałem piwo. Tylko jeden był chętny to poszedłem z nim, a reszta miała czekać. Po drodze do sklepu powiedział mi, że wg GPS na prawo sprzed Migrosa jest to jeziorko. Gdyby nie moja propozycja to byśmy jeszcze wchodzili w te "slumsy".
W sklepie nie było prawie nikogo. A sam budynek ogromny - z 2 razy większy niż ten niedaleko domu. Przy lodówce z piwami stał koleś, który po kolei brał piwa i trząsł nimi i nasłuchiwał. Cholera wie co robił, ale osoba która kupi te piwa będzie miała niespodziankę. Poza tym nie ma nic ciekawszego niż u nas...
Z MM Migros'a do jeziorka był już rzut beretem. Mijaliśmy jakiś warsztat do którego wjazd był pod takim kątem, że ciężko mogą mieć niektóre auta wjechać, żeby nie zaryć brzuchem.
Żeby dostać się w pobliże wody trzeba było przekroczyć rzeczkę/kanalik po bardzo podniszczonej kładce zrobionej z 3 belek i kilku szczebli. Wytrzymało to coś przeprawę w obie strony więc jest spoko.
W okół wszędzie kamienie, cegły, śmieci, trochę trawy. Ogólnie przyjemnie. Cisza, bo daleko od drogi i mało ludzi. Na drugim brzegu wygląda pięknie. Trzeba będzie się tam wybrać kiedyś i zrobić ognicho albo poopalać się.
Wypiliśmy zakupione piwko siedząc na kamulcach i kontenplując. W czasie gdy tam siedzieliśmy w minaretach muzeini zaczęli nawoływać wiernych na modlitwę. Efekt wyszedł bardzo ciekawy, bo z 3 stron dochodziły nas śpiewy z 3 stron z całkiem dużym opóźnieniem. Fajnie by było położyć się, zamknąć oczy i słuchać tego.
W oddali pasły się owieczki, ale po 30 minutach prawie nas stratowały bo pasterze przenosili stadko w inne miejsce. Zaczęliśmy beczeć do nich i odpowiedziały :D Było kilka młodziutkich.

Jak się zrobiło chłodniej to zebraliśmy się do domu. Po drodze goniła nas szalona betoniarka w bardzo ciasnej uliczce gdzie prawie nie było gdzie się schować. Zaraz po betoniarce nadjechał autobus i też nas gonił.
Wieczorem o 23 wpadł Volkan i pogadaliśmy i napiliśmy się trochę. Wytłumaczył nam jak dotrzeć do tego Carefoura. Wystarczy wejść do busa 34, który zatrzymuje się pod Migrosem i jechać:d  Powiedział też, że na tym poligonie na pewno by nas postrzelili na dzień dobry :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz