Koło 14 wyruszyliśmy. Pierwsze kilkaset metrów było na oślep, tam gdzie nas nogi poniosły. Potem złapaliśmy wiatr w żagle i zaczęliśmy iść w odpowiednim kierunku. Szybko oddaliliśmy się od naszej okolicy (gdzie są całkiem ładne budynki) i zaczęły się różne zadupia, a potem pola - na polach od cholery kamieni i śmieci.
Każdy miał swoją koncepcję gdzie iść, więc coraz głębiej w coraz gorsze zabudowania wchodziliśmy.
Po lewej wypatrzyłem MM Migros - market który mamy też przy domu - to zaproponowałem piwo. Tylko jeden był chętny to poszedłem z nim, a reszta miała czekać. Po drodze do sklepu powiedział mi, że wg GPS na prawo sprzed Migrosa jest to jeziorko. Gdyby nie moja propozycja to byśmy jeszcze wchodzili w te "slumsy".
W sklepie nie było prawie nikogo. A sam budynek ogromny - z 2 razy większy niż ten niedaleko domu. Przy lodówce z piwami stał koleś, który po kolei brał piwa i trząsł nimi i nasłuchiwał. Cholera wie co robił, ale osoba która kupi te piwa będzie miała niespodziankę. Poza tym nie ma nic ciekawszego niż u nas...
Z MM Migros'a do jeziorka był już rzut beretem. Mijaliśmy jakiś warsztat do którego wjazd był pod takim kątem, że ciężko mogą mieć niektóre auta wjechać, żeby nie zaryć brzuchem.
Żeby dostać się w pobliże wody trzeba było przekroczyć rzeczkę/kanalik po bardzo podniszczonej kładce zrobionej z 3 belek i kilku szczebli. Wytrzymało to coś przeprawę w obie strony więc jest spoko.
W okół wszędzie kamienie, cegły, śmieci, trochę trawy. Ogólnie przyjemnie. Cisza, bo daleko od drogi i mało ludzi. Na drugim brzegu wygląda pięknie. Trzeba będzie się tam wybrać kiedyś i zrobić ognicho albo poopalać się.
Wypiliśmy zakupione piwko siedząc na kamulcach i kontenplując. W czasie gdy tam siedzieliśmy w minaretach muzeini zaczęli nawoływać wiernych na modlitwę. Efekt wyszedł bardzo ciekawy, bo z 3 stron dochodziły nas śpiewy z 3 stron z całkiem dużym opóźnieniem. Fajnie by było położyć się, zamknąć oczy i słuchać tego.
W oddali pasły się owieczki, ale po 30 minutach prawie nas stratowały bo pasterze przenosili stadko w inne miejsce. Zaczęliśmy beczeć do nich i odpowiedziały :D Było kilka młodziutkich.

Jak się zrobiło chłodniej to zebraliśmy się do domu. Po drodze goniła nas szalona betoniarka w bardzo ciasnej uliczce gdzie prawie nie było gdzie się schować. Zaraz po betoniarce nadjechał autobus i też nas gonił.
Wieczorem o 23 wpadł Volkan i pogadaliśmy i napiliśmy się trochę. Wytłumaczył nam jak dotrzeć do tego Carefoura. Wystarczy wejść do busa 34, który zatrzymuje się pod Migrosem i jechać:d Powiedział też, że na tym poligonie na pewno by nas postrzelili na dzień dobry :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz