Reklama

piątek, 6 kwietnia 2012

Dzień 67, 06.04.2012, Piątek "Od Hierapolis aż po Pamukkale"

Na piątek były plany aby jechać na Pamukkale jeśli będzie taka pogoda jaką podają prognozy. Wstałem około 10, wykąpałem się i mokry jeszcze poleciałem do sklepu po chleb i pepsi na drogę. Zrobiłem tosty, ubrałem się, spakowałem picie i jedzenie do plecaka, do potfela wsadziłem zdjęcie paszportowe no i wziąłem paszport także. Po tym wyszliśmy na Dolmusa. Długo nie czekaliśmy i zjawił się, wsiedliśmy i pojechaliśmy pod dworzec kolejowy. Tam poszliśmy na kolejnego busika, (droższego) kierowcy stali na postoju i nawoływali „Pamukkale” podeszliśmy i pytamy czy na Hierapolis jedzie, jechał więc zabraliśmy się z nim.

Przed 12 byliśmy na miejscu, a słońce już pięknie prażyło wszystko wokół. Przed bramkami prowadzącymi do ruin znajdują się sklepiki z pamiątkami. Kupilem kilka pocztówek. Przy bramkach wyrobiliśmy sobie karty muzealne, które pozwalają na darmowy wstęp do wszelkich muzeów, ruin i tym podobnych miejsc. Kosztowało nas to 10TL, a oszczędzimy ogromne ilości pieniędzy. Zdjęcie w tej karcie jest straszne, ponieważ zeskanowali legitymacje studenckie i wycięli zdjęcie z kawałkiem tła legitki i wkleili do karty muzealnej.
Przeszliśmy przez bramkę i machnęlismy sobie zdjęcie grupowe na tle grobów, tz jakiś koleś nam machnął tą fotę na tle grobów.
Hierapolis jest starożytnym uzdrowiskiem gdzie Rzymianie, a później Bizantyjczycy przybywali się leczyć. Nie wszystkim udawało się uleczyć przez co na obrzeżach znajduje się wielka nekropolia, która jest pierwszym miejscem, które zwiedziliśmy. Ogromna ilość grobów, grobowców i sarkofagów. Poza tym, w Hierapolis znajduje się amfiteatr, łaźnie, agora, chrześcijańska katedra. 
Pogoda dopisała niemiłosiernie. Słońce grzało tak mocno, że calutki czas bez koszulki chodziłem, a i bandana okazała się niezwykle przydatna. Ponad pół dnia spędziliśmy w hierapolis, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego.

Potem poszliśmy zobaczyć Starożytny Basen, w którym woda ma specjalny odczyn i skład (nie sfotografowałem tego bo już baterie były padnięte...) Tam poszliśmy tylko do toalety, bo wejście do basenu kosztuje zaledwie 30TL. Gdy wychodziliśmy kupiłem pocztówkę 3D. Następnym punktem wycieczki było muzeum (bilet wstępu 3TL, ale dla nas za darmo). Gdy pokazałem swoją kartę muzealną kasjer przeczytał moje imię i się szeroko uśmiechnął (ponieważ w Turcji też mają imię Kamil i wszyscy, których poznaję mi to mówią). W muzeum były monety, rzeźby, sarkofagi, sprzęty codziennego użytku itp.
Obok muzeum jest sklepik, w którym zmuszeni byliśmy kupić baterie za 12TL... Poza tym kupiłem bransoletki ze Złym Okiem na prezenty.

Ostatecznie trafiliśmy na wapienne tarasy z których Pamukkale jest znane. Wstęp na nie jest dozwolony jedynie na bosaka, więc buty spakowaliśmy do plecaków i weszliśmy. Poprosiliśmy 2 starsze panie, żeby zrobiły nam fotkę. Chwilę później kilkanaście metrów dalej one nas poprosiły o zrobienie im zdjęcia.

Jak na razie to tylko część tarasów była zalana wodą, reszta jest zalewana na sezon turystyczny. To co tam dziś zobaczyłem i tak już było bardzo malownicze. Skały wapienne wyrzeźbione przez wodę. Jeszcze będziemy musieli tam wrócić w przyszłości.
Dla turystów otwarty był tylko malutki skrawek tarasów, dlatego pochodziliśmy i popluskaliśmy się w wodzie tam gdzie się dało. Potem położyliśmy się na wapnie i opalaliśmy się - mimo tego, że słońce już zdążyło nas nieźle spiec.
Podczas opalania wpadli na nas dwaj goście z Nanotechnologii, który są z nami na Erazmusie. Przyjechali tu od razu po laborce. Ominęli muzeum, więc musieli się wracać, żeby je zwiedzić.
Przed 18 zebraliśmy się na busa. Po drodze byliśmy "atakowani" przez sklepikarzy, restauratorów i hotelarzy. Kiedyś mnie to czasem denerwowało, a nawet przerażało. Teraz już jestem przyzwyczajony.

Po obiedzie-kolacji poszedłem z 2 kumplami na Lahmajun'a oraz na dobry-szybki internet, ponieważ ostatnio w Univcity strasznie szarpie łącze przez co praktycznie nie mam internetu.... Przed tym zaszliśmy do sklepu w poszukiwaniu jakiegoś kremu na poparzenia słoneczne.. W tym kraju cholernie ciężko znaleźć coś takiego, co może być niewygodne.
Po zjedzeniu Lahmajuna siedzieliśmy prawie do północy. Myśleliśmy, że już nas chcą wyrzucać stamtąd, bo koleś, który zbierał talerze ze stołu przy którym siedzieliśmy miał taką minę jakby miał nas dość. Ale gdy płaciliśmy uśmiechali się nadal do nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz