Reklama

sobota, 21 kwietnia 2012

Dzień 82, 21.04.2012, Sobota, "Kierunek Bodrum!"

Ostatnio rzadko piszę coś ponieważ wkradła się rutyna. Życie w Turcji stało się normą i nie dzieje się aż tak wiele ekscytujących rzeczy jak na początku gdy poznawałem dopiero okolicę itp. Przechodzenie przez ulice już jest całkiem normalną czynnością :D Dziś była wycieczka do Bodrum.
Nie spałem za dobrze z tego powodu. Najpierw nie mogłem zasnąć przez kilka godzin, a potem jak już zdołałem usnąć, byłem zawieszony na granicy snu i jawy. Krótko mówiąc jak wstałem o 6 byłem bardzo niewyspany. Szybki prysznic, potem spakowałem plecak - nie mogłem zrobić tego poprzedniego dnia bo ubrania dopiero schły przez noc. Udało mi się nie zapomnieć niczego. Ubrany i spakowany, po sprawdzeniu czy wszystkie dokumenty i pieniądze są w kieszeniach usiadłem i się zdrzemnąłem. Czekaliśmy aż Simon i Claudia - rumunka - wpadną po nas.
Około 7,10 zadzwonili do drzwi. Szybko jeszcze połknąłem zyrtec i rutinoscorbin - bo się źle czułem ostatnimi dniami. I pobiegłem do windy, w której na mnie czekali wszyscy. Na parterze dołączyliśmy do Dariusa - rumun- i poszliśmy pod Migros gdzie mieliśmy się spotkać z Barisem. W momencie gdy dochodziliśmy pod sklep pojawił się Baris i czekali na nas jeszcze Adil - marokańczyk - i Katerina - rosjanka.
W komplecie udaliśmy się w miejsce gdzie czekał na nas autokar.  Po drodze kupiliśmy obarzanki - ja nic nie jadłem na śniadanie bo nie kupiłem nic wieczorem... Po dotarciu do autokaru wrzuciliśmy manele do luku bagażowego i czekaliśmy na pozostałe osoby jadące na tą wycieczkę.
W międzyczasie nawiązała się ciekawa rozmowa między wszystkimi. Ja tylko słuchałem, bo dopiero co poznałem prawie wszystkich. Głównym tematem rozmowy był plan na przyszłość Claudii. Otóż chce znaleźć męża - nie piłkarza, bo piłkarze są jak pszczoły (skaczą z kwiatka na kwiatek) - i mieć szóstkę dzieci. Wszyscy lekko sobie żartowali z tego i dopytywali o szczegóły. W wieku 26 lat chce zacząć robić dzieci i skończyć po 6 latach. Od razu padły propozycje, że lepiej by było jakby bliźniaki albo trojaczki były. Wtedy za 2-3 tury już miałaby drużynę koszykarską.
Ogólnie dziewczyna bardzo udana. Energiczna i apodyktyczna - co zarządziła to musieliśmy zrobić.
Gdy już wszyscy dotarli wyruszyliśmy w drogę. Po drodze czytałem książkę na telefonie, spałem i oglądałem widoki. Podróż zajęła coś kolo 4 godzin z kilkoma przerwami na fajkę i kibelek. Jazda przez góry była dziwnym przeżyciem. Droga kręta, ciśnienie zmienia się tak szybko, że zatyka uszy - podobnie jak w samolocie się dzieje - ale za to widoki czasem zapierały dech w piersiach.

Na miejsce dotarliśmy po 12. 30 min zajęło zameldowanie, zabrali mi legitymację studencką. Po odebraniu klucza zaprowadzili nas do pokoi. Moim współlokatorem został Adil Boktaya z Maroka. Przyjechał do Denizli na staż. Studia już skończył - Zarządzanie Środkami Ludzkimi - z tego też potem były żarty (sprzedaż organów i handel ludźmi)
Razem z Adilem odnalazłem nasz pokój - 2408, przebraliśmy się w luźniejsze ciuchy - ja się przebrałem 2 razy bo najpierw ubrałem spodenki do pływania ale potem ubrałem krótkie bojówki bo padła propozycja na miasto iść. To znaczy był to raczej przymus bo Adil nie wziął ze sobą spodenek do pływania, więc trza było kupić. Nad basenem już smażyli się Simon i Darius. Nie chcieli nigdzie iść - woleli się opalać, a słońce grzało zacnie - pod warunkiem, że nie było zasłonięte przez chmury co po południu było częste. W drodze do recepcji wpadliśmy na dziewczyny. Claudia była niesłychanie głodna - prawie nas pogryzła :d We 4 udaliśmy się do miasta zgodnie ze wskazówkami wodzireja hotelowego.
Praktycznie wszystkie restauracje były zamknięte. Podczas poszukiwań zahaczyliśmy o sklepy - dziewczyny jak to dziewczyny lubią zakupy, więc nie mieliśmy wyboru za dużego, Dobrze się złożyło bo w końcu kupiłem sobie pierścień. Od czasu gdy rozwaliłem pierścień atlantów brakowało mi czegoś na palcu. Sprzedawca bardzo przyjacielski spuścił cenę z 25 do 20 TL. Claudia u niego kupiła okulary słoneczne.
Niedaleko tego sklepiku znajduje się knajpka z kebabem. Zamówiliśmy Tavuk Donnera z ayranem, a dziewczyny z sokiem. Za 6 TL w turystycznym mieście za całkiem zapychający posiłek jest całkiem dobrą ceną.
Po obiedzie poszliśmy na dalsze zakupy bo Claudia chciała kupić jakiś kapelusz - już wcześniej przeglądała kilka w sklepie. Trafiliśmy do kolejnego butiku, w którym spodobał jej się jeden biały z dużym rondem. Zostałem wyznaczony do trzymania puszki z Jej sokiem, a Ona poszła przymierzać. W końcu się na niego zdecydowała i zaczęły się targi. Za kapelusz 15 albo 20 Tl - już nie jestem pewny i dodatkowo sprzedawca dorzucić chciał torebkę za łączną cenę 70 TL. Bronił się zażarcie, a my atakowaliśmy coraz niższe ceny. Zarzekał się, że i tak tanio sprzedaje ponieważ jest przed sezonem, a my jesteśmy pierwszymi klientami dziś. My na to, że jesteśmy tylko biednymi studentami i to za drogo jest, a on - że też jest tylko studentem i musi coś zarobić, chociaż jest przed sezonem. Po kilku minutach zażartego targowania się czterech na jednego wytargowaliśmy 55 za kapelusz i torebkę.
Po ponad godzinie spędzonej na zakupach wróciliśmy w końcu do hotelu. Po drodze Claudia przestraszyła się, że zapomniała soku wziąć. Gdy Jej go dałem ucieszyła się i stwierdziła "co bym bez was zrobiła". Ograniczyła rolę faceta do: trzymania soku, kupowania perfum, wręczania kwiatów i płodzenia dzieci. Było zabawnie.
W hotelu przebraliśmy się w stroje do pływania/opalania się i poszliśmy na basen. Kilka godzin byczenia się na słońcu - które akurat wyszło jak wróciliśmy z miasta - z darmowym piwkiem.
O 14 odbył się mecz piłki wodnej. Ja nie grałem bo woda za zimna dla mnie i ogólnie nie lubię pływać. Wolę się opalać.


O 15,30 graliśmy w rzutki. Tylko nasza ósemka + jakiś starszy koleś się skusił na grę. Ci ludzie znają tutaj tylko jedną grę związaną z rzutkami. Każdy ma przypisany numer i 3 życia. Jak ktoś trafi w dany numer to "zabija go". Po utracie 3 żyć odpadasz z gry.

Mecz nie zajął dużo czasu. Zagraliśmy tylko raz i organizatorzy zmyli się, a szkoda. Po tym przyszedł czas na  więcej leżenia na leżaku i więcej darmowego piwa i ciastek.
Około 16-17 przyleciało od groma dzieciarni robiąc hałas, ponieważ przyjechała wycieczka z wieloma dziećmi, pewnie z powodu dnia dziecka, który jest 23 kwietnia. Bardzo mi się to nie podobało, no ale nic na to nie można było poradzić...
O 18 zebraliśmy się z basenu wziąć prysznic przed obiadem. Okazało się jednak, że obiad dopiero się zacznie o 19:30, więc mieliśmy aż 1,5h czekania. Kulturalnie usiedliśmy sobie przy stoliku na balkoniku popijając drinki. Jak z Adilem zamawiałem wódkę z colą to lekkie zamieszanie przy barze się zrobiło i prawie jeden bajtel wziął colę z wódką, ale na szczęście wziął samą colę z lady :D
Z głośników cały czas leciały tureckie rytmy. Claudia postanowiła zatańczyć taniec brzucha, był to całkiem zacny pokaz. Nagrałem 2 filmiki i prawie dostałem w twarz bo na początku nie zdawała sobie sprawy z tego, że nagrywam.
Po 1,5h oczekiwań i po niezliczonej ilości drinków w końcu otworzyli bufet z szwedzkim stołem. 3 dokładki brałem - bo za darmo i dobre. Pieczeń z indyka, puree z kalafiora, sałatki, makaron wstążki z sosem i od groma innych rzeczy. Samej pieczeni zjadłem z 8 kawałków. Wszystko było pyszniutkie. Najszybciej ta pieczeń szła - po 5 min już musieli przynieść kolejny pojemnik.
Po obiadku wieczorem oblegliśmy świetlicę z piłkarzykami i bilardem. Razem z Dariusem rozłożyłem Adila i Simona. Wyniku nie liczyliśmy, ale przewagę mieliśmy ogromną. Potem skołowaliśmy bile i kije do bilarda zagraliśmy partię i musiałem zrezygnować, bo wparowały dzieci i nie dało się wytrzymać na tak małej powierzchni w takim hałasie... Na dodatek zamiast wódki dostałem Raki - anyżowa turecka wódka. Zauważyłem to po białym kolorze... Żałuję, ze to wypiłem bo do końca dnia źle się czułem przez to...
Wieczorem dotarł do hotelu Baris - bo rano pisał egzamin. Potem odbył się konkurs na miss hotelu. Claudia wzięła udział, ale nie wygrała bo inna laska miała większą publikę niestety...
Ostatnim punktem dnia była impreza w klubie, gdzie dojechaliśmy autokarem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz