Reklama

czwartek, 23 lutego 2012

Dzień 24, 23.02.2012, Czwartek, Denizli, Turcja

Pobudka o 11,30. Można było sobie pospać bo zajęcia dopiero od 14,24. Na śniadanko 2 hamburgery (nigdy więcej)
Z domu wyszliśmy jakieś 45 min wcześniej, co by jeszcze zahaczyć o rektorat i zapytać się o nasze legitymacje. Dowiedzieliśmy się tyle, że będą  później, ale przy nas wysłała jednego kolesia, żeby je odebrał.
No to poszliśmy na Educational Games - WF. Dziś była gimnastyka. Tego mi było trzeba. Po rozgrzewce kilka ćwiczeń na rozciąganie, równowagę. Cholernie dużo różnych przewrotów i innych ćwiczeń, które miażdżą błędnik. Babka wymyśliła ćwiczenie - przewrót w przód po czym podskok. Jakby tego było mało robiliśmy to grupowo. Gdy pierwszy robił podskok to druga osoba skacze z nim i następnie oboje przewracają się w przód, potem następny i tak cała grupka. Po każdej długości sali kilka min przerwy, żeby błędnik się uspokoił bo siedzieć się nie dało nawet...
Po godzinie zrobiliśmy przerwę, po której rozstawiliśmy trampolinkę i materace. Poskakaliśmy sobie fajnie przez jakiś czas (prawie pozrywałem mięśnie, ale co tam).
Po WFie odebraliśmy nasze ID Cardy i dowiedzieliśmy się, że jutro musimy przyjść wypisać papiery potrzebne do uzyskania pozwolenia na pobyt.
Na obiad ziemniaki i gulasz z piersi z kurczaka, bez żadnej sałatki bo zapomniałem kupić warzywa, a była moja kolej....
Przed 19 złapało mnie rozwolnienie. Chyba od picia wody z kranu. Normalnie piję wodę prosto z kranu, ale dziś wypiłem tego bardzo dużo. Wziąłem tabletki i przeszło po okolo 1,5h.
Po 21 udaliśmy się do drugiego budynku posiedzieć przy Raki/Piwie. Muzyka na maxa, otwarte drzwi, my głośno. Niech ludzie wiedzą, że patologia nie śpi. Jak przez poprzedni tydzień inne mieszkania ciągle tam imprezowały i robiły raban to my też możemy. Tak myśleliśmy. Około północy zauważyliśmy światła syreny policyjnej. Tak ktoś wezwał do nas policję. Na dworze nie było słychać prawie nic, więc tylko ktoś z budynku mógł to zrobić, chociaż w tym domu tylko Erazmusi mieszkają.
Wszyscy goście w tym mieszkaniu skitrali się w sypialni. Zostali tylko ci co tam mieszkali. Jeden poszedł do swojego mieszkania i stał w drzwiach, ale i tak go legitymowali. Koleś u którego byliśmy perfidnie zamknął drzwi w momencie jak policjanci byli na ich piętrze. To musieli otworzyć im w końcu.Policjanci po angielsku ni w ząb. I weź się tu dogadaj. My skitrani w sypialni śmiejemy się, a tu wchodzi jeden i szuka swojego paszportu. Wylegitymowali się, policjanci nie wiedzieli co począć. Pokazali tylko, że już jest godzina spania i kazali ściszyć muzykę. I poszli.
Potem już było spokojnie. Koło 3 wróciłem do domu zrobiłem hamburgery z jajkiem sadzonym i poszedłem spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz