Reklama

piątek, 3 lutego 2012

Dzień 4, 3.02.2012, Piątek, Denizli, Turcja

Dzionek zaczął się niemalże razem ze świtem (13:15). Gdy otworzyłem jedno oko, dowiedziałem się, że zbierana jest drużyna do wyprawy do okolicznych marketów w celu pozyskania czegoś do zjedzenia. W ciągu 3-4 minut byłem gotowy do drogi.
Odwiedziliśmy 2 sklepiki: BIM (nazywany przez nas BIMdronka) oraz MiGros. Przed BIMem pocałowaliśmy klamkę automatycznie otwieranych drzwi przez Darka ponieważ personel sklepu miał 30 minutową przerwę. Czekaliśmy na szczęście tylko 5 min i mogliśmy zacząć szał zakupów. Wymyśliliśmy, że ugotujemy we czterech spagetti ponieważ Marek miał 2 tytki z sosem. Był plan kupić mielone, ale Max, który nas wypatrzył przed sklepem jadąc busikiem doradził nam, że mielone jest drogie, więc wzięliśmy najtańsze mięcho jakie bylo - pierś z kurczaka za okolo 5 TL/kg. Do tego warzywka - papryczki, cebulka, czosnek, pomidory.
Proces gotowania był bardzo chaotyczny. "Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść" a gdy jest czterech kucharzy z niedoborem narzędzi, którzy improwizują używając tego co mają pod ręką to można sobie wyobrazić co się działo. Odwrócony garnek, talerz i miska służące za deski do krojenia, niezbyt ostre noże i ogólny brak wszystkiego nie zraził nas i stworzyliśmy takie spagetti, że mucha nie siada. Wyżerka była na obiad i na kolację.
Po małej sjeście udaliśmy się  na pierwsze piętro na małe LAN party przy Call of Duty i pograliśmy przez godzinkę.
Następnie był spacer po mieście w celach turystyczno-edukacyjnych, żeby poznać trochę miasta. Dotarliśmy do galerii handlowej. Przy wejściu był wykrywacz metali to mnie od razu wykryli :], ale udało się przejść. Ceny wielu rzeczy tutaj jest cholernie wysoka w porównaniu z polskimi cenami. Znalazłem nawet mój model laptopa, tyle że z lepszym procesorem za bagatela 2,500 TL * 1,81 zł. Nie było za wiele do zwiedzania, więc szybko się zmyliśmy stamtąd.
Zlokalizowaliśmy apetycznie pachnące knajpki z kebapami. Muszę w końcu się wybrać na jednego.
Na ulicy to tutaj jest istny chaos. Samochody jeżdżą bez świateł, nie trzymają się pasów ruchu, często jeżdżąc pod prąd. Sygnalizacja świetlna jest jedynie lekką sugestią, że można by się zatrzymać na tym skrzyżowaniu, którą i tak większość kierowców olewa. Piesi nie są lepsi. Większość ludzi porusza się tutaj po ulicy ponieważ chodnik zazwyczaj zawalony jest albo jakimś kontenerem na odpady wtórne, albo najczęściej co 20-30 metrów stoi drzewo albo na środku chodnika, albo jest tak niskie i tak gęste, że trzeba się schylać bezprzerwy. Przez to chodzi się ulicą. Gdy trzeba przejść na druga stronę to nie zwraca się na światła tylko na to czy nie rozjedzie cie samochód, o co jest tutaj bardzo łatwo ponieważ kierowcy nie zwalniają nawet jak widzą czlowieka na jezdni.
Pod wieczór umówiliśmy się z erazmusami z drugiego budynku, że wpadniemy na imprezkę, ale na korytarzu było wielkie poruszenie ponieważ turki zaczęły ogarniać nasze mieszkania. Do jednego dostawiali łóżko. Więc stwierdziliśmy, że zostajemy w mieszkanku co się opłacało ponieważ przyszedł Baris i oznajmił nam, że mieszkanka (dwie trójki) są już gotowe do wprowadzenia.
Teraz zamiast na piątym piętrze mieszkam na trzecim. Mamy już własne klucze do mieszkanka i nie trzeba biegać na dół po klucz, żeby otworzyć mieszkanie.
Po mniej więcej godzince już odbyła się parapetówa mojego mieszkanka. Jutro kolejna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz