Reklama
wtorek, 28 lutego 2012
Dzień 29, 28.02.2012, Wtorek, Denizli, Turcja
Wtorek zaczął się wcześnie bo o 8,30 byliśmy w International Office. Na miejscu wypełniliśmy brakujący formularz na komputerze w biurze oraz na moim Dzwoneczku (laptopie). Okazuje się, że mam tam dostęp do Internetu. Mogę używać moich danych z Polibudy Śląskiej do logowania się do sieci.
Z tymi papierkami były jaja. Z użyliśmy chyba całą ryzę papieru. Na początku robiliśmy ksera paszportów i wiz. Dałem komuś mój paszport i dostałem 5 kopii wizy (a potrzeba było tylko 1). Potem po wypełnieniu formularza zaczęliśmy drukować, drukarka oszalała i hardo drukowała ciągle choć nikt już nie potrzebował nic. Po machnięciu z 50 wydruków dowiedzieliśmy się, że nie mamy drukować bo oba formularze maja być na 1 kartce i w 3 egzemplarzach.
Trzeba było od nowa zrobić to wszystko i odkleić fotkę z wczorajszego druku. Po tym dostaliśmy poprawiony papierek o wizie, który trzeba było podpisać. Po długiej walce z papierami i drukarkami i po wielu poprawkach robionych przez kilka osób w końcu udało nam się skompletować wszystkie dokumenty potrzebne.
Na dworze nawalało śniegiem przez co była niemiłosierna chlapa na drodze i chodnikach. Jazda busikiem z tureckim kierowca w taką pogodę była bardziej emocjonująca niż zwykle.
Pod posterunkiem wysadził nas tym razem przed bramą, przez co musieliśmy przejść przez bramkę z wykrywaczem metali, ale i tak nie sprawdzali nas w ogóle...
Godzinę spędziliśmy czekając przed biurem nie wiadomo na co. Prawie usnąłem na podłodze pod ścianą. Gdy zaczęli nas rejestrować wyskoczył problem. Brak drugiego imienia w formularzu. Większość z nas ma 2 imiona w paszporcie. Na szczęście tylko dopisał ręcznie na kartce. Zostało tylko złożyć 3 podpisy, zapłacić i dostać kwitek. 4 osoby zostały tylko obsłużone (ja byłem ostatni) ponieważ zaczęła się przerwa na lunch. Musieliśmy wracać na uczelnie i pozostali dopiero po 1,5h mogli znów tam jechać.
Figen zaprowadziła nas do bufetu uczelnianego. Pokazała gdzie można doładować legitymację pieniądzmi, żeby potem płacić nią za obiady.
Posiłki są serwowane na taśmociągu na tackach. Ludzie przechodząc przez bramkę obrotową przejeżdżają legitką po czytniku i pieniądze są ściągane z konta i można przejść i odebrać tackę.
Chwilę postaliśmy i popatrzeliśmy i stwierdziliśmy, że za duże kolejki więc poszliśmy na Pide. Za 7 TL tak się nażarłem, że ledwie się ruszyć mogłem. 2 osoby z którymi byłem na Pide musiały iść znów na policję, więc z 1 wróciłem do domu (niby mieliśmy iść na zajęcia ale olaliśmy to).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz