Reklama

sobota, 4 lutego 2012

Dzień 5, 4.02.2012, Sobota, Denizli, Turcja

Poranek i wczesne popołudnie było raczej nudne i zwyczajne. Pobudka bardzo późna, lekkie śniadanie bo nic nie było. Można powiedzieć, że śniadania nie było praktycznie w ogóle. Około godziny 14 wyruszyliśmy pochodzić po mieście. Na początku poszliśmy do knajpki z kebapem, w którym mięcho było pieczone na drewienkach a nie na gazie jak w innych knajpach. Cena jednak była zbyt wysoka (8 TL za 100g mięsa w kebapie) jak podziękowaliśmy i chcieliśmy iść to szybko opuścił cenę o 1 TL w dół. I tak za drogo, ale być może kiedyś się tam przejdę spróbować tego mięska na drewienkach. Następnie poszliśmy na wycieczkę w stronę Pamukkale Üniversitesi obczaić drogę na uczelnię oraz wybrać kasę z bankomatu ponieważ mieliśmy dziś podpisać umowy najmu mieszkań i wpłacić pierwszy czynsz. Porobiliśmy kilka fotek przed centrum handlowym, na rondzie gdzie był duży ruch drogowy, przy palmach i w wielu innych miejscach. Na drodze nadal dzieją się cuda. Już się nauczyliśmy poruszać bez większych problemów. Na pasach przechodzi się tutaj rzadko, a na światłach to jeszcze rzadziej. Kilka razy była sytuacja, w której szliśmy przez środek skrzyżowania na skos, a naokoło wszędzie jeździły samochody mijając nas o kilkadziesiąt centymetrów. W bankomacie niedaleko uczelni wybraliśmy pieniądze potrzebne nam na pierwszą opłatę za czynsz, który mieliśmy zapłacić wieczorem przed piciem Raki – tureckiego trunku narodowego. Około 18 poszliśmy do knajpki niedaleko UnivCity i kupiłem sobie 2 Durum kebap. Do tego dostałem 2 sosy, ogórki peklowane i cebulkę. Wzięliśmy na wynos. Durumy były pyszne i bardzo pikantne same w sobie + do tego jeszcze pikantny sos. Piekł w obie strony. Po pysznym obiadku chwilę pograliśmy po sieci, po czym wpadł Baris tak jak się umawialiśmy. Zebraliśmy szklanki, flaszkę, colę i poszliśmy na parter bo tam mają większy pokój do siedzenia w tyle osób. Na początek po piwku, potem kolejka wódki i Sajmon z Litwy wyjął Raki. Baris powiedział, że On nie miesza Raki z innymi trunkami (nawet śladowych ilości). Baris w tym roku kończy studia. Praktycznie każdy semestr spędzał na wymianach studenckich. W tym roku siedzi w Turcji i organizuje erazmusom życie. Po 2 godzinach ja, Sajmon i Kamil dostaliśmy propozycję podwiezienia przez Barisa i jego znajomego do Imagine - klubu w którym był koncert. Najpierw trza było poczekać trochę w biurze menadżera, gdzie poznaliśmy jednego policjanta co mieszka niedaleko. Kamil zaproponował turkom tabaki. Chociaż zażyli miniaturowe dawki mieli łzy w oczach. Ja pokazałem im jak się powinno to robić i były ogólne jaja jak zalałem się łzami. W klubie poznałem pewną chinkę i kilku tunezyjczyków. Prowadzili zażartą dyskusję na temat herbat. Wszyscy oni twierdzą, ze turecki cay (herbata) ma gówniany smak. Koncert był bardzo udany. Zespół grał głównie covery różnych popularnych hitów. Przy barze Ahmed - barman pracujący w Imagine jak mnie wypatrzył to od razu podbił i chwilę pogadaliśmy po czym poleciał pracować. Innym razem jak wychodziłem z nim z kibelka gdzie była całkiem pokaźna kolejka próbowałem dowiedzieć się czy w każdy tydzień takie imprezy się tu odbywają, ale ciągle ktoś do niego podbijał. Jednemu kolesiowi i dwóm dziewczynom powiedział, że jestem z Polski, to tamten od razu mówi o Behemocie i Nergalu - był na 2 koncertach. Ahmed był tak piany, że ciężko było coś sensownego z niego wyciągnąć. Bardzo możliwe, że w środę kolejna impreza będzie. Przed wyjściem poznaliśmy gościa co nazywają go Hobbit. Ma jakąś kapelę i też ma na imię Kamil. Przed powrotem do domu zahaczyliśmy o piekarnię gdzie kupiliśmy pizze tym razem po 2 TL i dostaliśmy darmowego Sekera (nazwa ta sama co Cukier, całkiem dobre). Potem skoczyliśmy do Maxa po sziszę i poszliśmy pić metaxę i palić do mieszkania na dole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz